sobota, 18 maja 2013

Tres


Dzisiaj miałam wolne, ze względu na wieczorny mecz chłopaków. Mieli jeden trening od rana, kilkugodzinną przerwę, a potem batalię z graczami z Gdańska. Wybierałam się na ten mecz i jako przedstawiciel „sztabu szkoleniowego” i zasługiwałam na miejscówkę tuż przy boisku. Oczywiście, nie można tak po prostu wezwać psychologa na jedną z przerw technicznych, bo od nakopania do dupy w tym zespole jest trener, ja jedynie zbieram żniwa tych jego wrzasków. A czasem drze się doprawdy jak opętany, lecz dzisiaj nie musi. Skra wygrywa pewnie 3:0, a ostatni set jest prawdziwym pogromem, bo wychodzą z niego zwycięsko aż 25:11. Chłopcy są zadowoleni z dzisiejszego meczu, a co mnie najbardziej cieszy- najlepszym zawodnikiem spotkania jest Bąku, który z uśmiechem odbiera statuetkę i zostaje jeszcze kilka minut na hali, aby rozdać autografy. Ja żegnam się ze sztabem, trenerem, macham rozciągającym się zawodnikom, a Michałowi pokazuję kciuk do góry. Cieszę się, że pomogłam mu poskładać życie. Pierwsze zadanie wykonane. Czeka mnie pewnie jeszcze z tysiąc. Zwijam się do domu, a po drodze wstępuję do sklepu po coś do jedzenia. Za kilka dni gramy z Delectą, a ja nie mam bladego pojęcia kto reprezentuje ten klub, ale nie przejmuję się tym zbytnio- przecież moim zadaniem jest pomagać zawodnikom Skry, nie innym. Zamyślona błądzę uliczkami Bełchatowa, wybierając najdłuższą drogę z możliwych. Po godzinie spaceru wchodzę do mieszania, rzucam torbę na podłogę i siadam na kanapie. Kilka sekund później rozdzwania się mój telefon.
- Cześć mamo.- mówię, spoglądając zawczasu na wyświetlacz
- Cześć kochanie!- krzyczy do aparatu moja rodzicielka- Co u ciebie słychać?- pyta, a w tle słychać brzęczenie telewizora i stukot garnków. Pewnie przygotowuje obiad.
- Wszystko dobrze mamo- odpowiadam zdawkowo, chcąc posłuchać jej odrobinę dłużej
- A jak Bełchatów? Nie nudno ci przypadkiem na tej wsi? Może byś wróciła do Warszawy, przecież Skra to nie jedyny klub, który potrzebuje psychologa…- znowu zaczyna starą śpiewkę, że dalej niż za Łódź to się nie mogłam wybrać. A guzik! Niech się cieszy, że nie dostałam oferty z Rzeszowa.
- Miasto jest prześliczne, jest cicho i przytulnie- odpowiadam, starając się modulować głos jak najlepiej- kiedy do mnie przyjedziesz, to zobaczysz- zachęcam, chociaż wiem że ma zbyt dużo na głowie, aby wsiąść w samochód i się do mnie wybrać.
- Jasne, jasne, a trzy małpy właśnie wygrały Formułę 1- zrzędzi sceptycznie, co przyprawia mnie o krótką salwę śmiechu.
- A żyrafa która?- zapytałam, wciąż się z nią przekomarzając. Mama prychnęła ze złością
- Gabriela, porozmawiajmy poważnie. Skończyłaś studia w Gdańsku i nagle przeniosłaś się do centrum Polski… Nie chcesz wrócić do domu, być wreszcie bliżej rodziny?- wierci mi dziurę w brzuchu, przytaczając wciąż te same argumenty.
- Za trzy tygodnie gramy z Politechniką, wpadnę do domu na kilka dni- odparłam, zmieniając temat- Do zobaczenia- dodałam
- Dbaj o siebie, córciu. I jeszcze jedno-dodaje, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu- wiesz, że nie możesz przed nim uciekać, przyjaźniliście się kiedyś, on też teraz gra! To niemożliwe, żebyś się z nim nie spotkała - mówi na odchodne, a ja zacisnęłam zęby. Znowu poruszyła ten drażliwy temat.
- Cześć mamo.- zakończyłam i odłożyłam słuchawkę.
Gra? Ciekawe gdzie. Pewnie w jakimś drugoligowym klubiku bez perspektyw. Nie, nie mogę tak myśleć.  Nie chce życzyć mu źle, przecież byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. To on ze smoka zmienił mnie w księżniczkę. Bo ta historia którą opowiedziałam Arkowi, była mimo swojej bajkowości prawdziwa. Przynajmniej główni bohaterowie się zgadzali. W stu procentach. Szkoda tylko, że zakończenie było zupełnie inne… Och, weź się w garść, Gabriela! To nowe życie, nie ma już tych starych znajomych, teraz jest tylko praca, na której musisz się skupić. W końcu jesteś psychologiem, do jasnej cholery! Motywacja samej siebie na niewiele się zdała, bo mama przypomniała mi o rzeczach, o których nie rozmyślałam już całe wieki. Wspominałam wspólne wypady na miasto, kiedy wszyscy dawni znajomi omijali mnie szerokim łukiem, a jego nie, wręcz przeciwnie- był duszą towarzystwa. I zauważył mnie. Nie słuchał tych obrzydliwych plotek, tylko zapytał mnie o to, czy są prawdziwe. Prosto w twarz, tak jak nikt inny nie odważył się tego zrobić. I mimo tego, co stało się potem- ogromnie dużo mu zawdzięczam. Bo to on zmienił mnie z szarej myszki w kobietę, która potrafiła walczyć o swoje, która nie bała się mieć własnego zdania. A później wszystko się rozpadło, a ja zniknęłam, wyjechałam tak daleko, żeby nie mógł mnie znaleźć. Zmieniłam numer telefonu, zostawiłam wszystkie dawne sprawy za sobą. Zaczęłam studiować, zdałam z wyróżnieniem, a potem znalazłam się tutaj.
Nie chcąc dłużej myśleć o przeszłości, mimo wczesnej godziny wzięłam tabletkę na sen i położyłam się do łóżka. Obudziłam się o szóstej, zmęczona jak diabli. Nie mogłam znowu zasnąć, wstałam więc z łóżka i podjęłam szybką decyzję. Ubrałam buty, których od lat nie zakładałam, mimo to woziłam je wszędzie ze sobą. Porwałam odtwarzacz MP3 i wybiegłam z domu. Słońce wyglądało już zza horyzontu, wiał lekki, ciepły wiatr. Ruszyłam pędem w stronę parku. Biegłam i biegłam, czując wiatr we włosach. Nie myślałam o niczym, tylko o krokach. Lewa, prawa, lewa, oddech. Ten rytm pochłaniał mnie tak bardzo, że wszystkie złe wspomnienia wyleciały mi z głowy. Czułam, że mogę przenosić góry, od dawna nie czułam się tak szczęśliwa. Liczyłam się tylko ja i droga rozciągająca się przez kilkaset metrów. Przebiegłam prawie dwie godziny, nawet na światłach drepcząc w miejscu. Gdy nogi zaczęły odmawiać mi posłuszeństwa, wróciłam do domu. Zdjęłam buty i obiecałam sobie, że będę biegać częściej. Kiedy doprowadziłam się do porządku zostało mi tylko piętnaście minut na pojawienie się w pracy. Spakowałam do torby dwa czekoladowe batoniki, notatnik i jedną z grubaśnych książek leżących na półce. Szczerze mówiąc, spodziewałam się czegoś innego po mojej pracy. Nie wiedziałam, że będę całe godziny przesiadywała bezczynnie w gabinecie, czasem przyjdzie do mnie jakiś siatkarz z prostym problemem, pomogę mu i to wszystko. Zabawne, że za takie głupoty mi płacą. Trener Nawrocki wspominał coś również o terapii grupowej, bo w tym sezonie morale zespołu nieco podupadły i jeżeli zaszłaby taka potrzeba, to musiałam zawsze być w pogotowiu. Na razie jednak zawodnicy wydawali się silni psychicznie i na obecną chwilę byłam potrzebna w klubie jak rybie rower. Po krótkim spacerze, który powoli stawał się moją codziennością, otworzyłam drzwi budynku i obrałam znajomą już drogę na halę. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam na swoim stałym miejscu. W takim stanie zauważył mnie trener.
- Gabrielo, nie musisz przychodzić na treningi, to zupełnie zbędne- poinformował mnie, splatając dłonie.
- Wiem panie trenerze. Nie miałam się po prostu gdzie podziać, a chciałabym dopracować jeszcze ogólną charakterystykę zawodników- wytłumaczyłam- mam nadzieję, że nie jestem wielkim problemem?- zapytałam jeszcze, patrząc na niego z uniesionymi brwiami.
- Oczywiście, że nie. Na treningach jesteś zawsze mile widziana. Ale ja na twoim miejscu wolałbym pospać nieco dłużej- oznajmił z uśmiechem wzruszając ramionami i wrócił do krzyczenia na chłopaków. Po dwóch godzinach zagnieździłam się w swoim gabinecie, zagłębiając się w nową książkę. Była zdecydowanie bardziej wciągająca niż poprzednia, a gdy podczas wertowania osiemdziesiątej dziewiątej strony rozległo się pukanie, niespokojnie drgnęłam. Drzwi otworzyły się, a w nich stał Cupko, wyglądający jak siedem i pół nieszczęścia. Ze smutną miną przywitał się i usiadł na kanapie.
- Co się stało?- zapytałam, odkładając książkę i siadając obok niego. Wyglądał, jakby miał zamiar za chwilę się rozpłakać. Kiedy pociągnął żałośnie nosem byłam już dogłębnie przerażona. Jedną z nielicznych rzeczy, z którymi sobie nie radziłam w psychologii byli płaczący faceci. Chłopak chyba zauważył mój paniczny strach i dał sobie spokój z wylewaniem rzeki łez w moją ukochaną koszulę.
- Jelena chce ze mną zerwać- jęknął żałośnie, przeciągając wszystkie możliwe samogłoski. Otworzyłam oczy szerzej ze zdumienia
- A to suka!- wykrzyknęłam, na szczęście po polsku. Nie chciałam go na dobre do niej zrazić- Może to jakieś nieporozumienie?- zreflektowałam się. -Opowiedz dokładnie co się stało- poleciłam, sadowiąc się wygodniej.
- Zadzwoniła do mnie dzisiaj po treningu i powiedziała, że ma mi coś bardzo ważnego do powiedzenia i że to dużo zmieni, i że jest jej przykro, że nie powiedziała mi wcześniej. Kazała mi przyjść do naszej kafejki o siódmej… Ostatnio bardzo dziwnie się zachowywała, wychodziła gdzieś niby „do koleżanki”, a rzeczywiście wcale jej u niej nie było!
- Zaraz- przerwałam mu- śledziłeś ją?- Konstantin zamyślił się na parę sekund
- Zależy co masz na myśli…- oznajmił w końcu, drapiąc się po głowie w geście bezradności- Ja się boję, że ona ma kogoś innego!- wyznał, niemalże popadając w spazmy. Złapałam go za oba ramiona i popatrzyłam głęboko w oczy.
- Chłopie, spokojnie. Zachowuj się jak mężczyzna!- potrząsnęłam nim niczym szmacianą laleczką- Beczysz z powodu czegoś, czego nie było. Spotkaj się z Jeleną, może to wcale nic złego? Może chce powiedzieć ci coś miłego? Nie pomyślałeś o tym?- zapytałam, a Cupko pokręcił zdumiony głową. Moje wrażenie, że niektórzy faceci są tępakami w czasie pobytu w klubie coraz bardziej się pogłębiało. Złapałam się za głowę w geście załamania- Spotkaj się z nią i wszystko sobie wyjaśnicie. A teraz przestań się mazać i zachowuj się jak facet, nie baba.- zakomenderowałam, wstając z kanapy. Z ociąganiem spełnił moją prośbę. Gdy zmierzał w stronę drzwi, zatrzymałam go.
- Co?- zapytał, wciąż markotny.
- Masz batona- rzuciłam w jego stronę czekoladowym smakołykiem- podobno podnosi poziom endorfin. Chłopak ze zdziwieniem spojrzał na prezent.
- Dzięki- odparł, a na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech. Kurczę, mam nadzieję że wszystko się wyjaśni. Zostałam sama, a dzisiaj już nikt nie potrzebował dobrych rad. Jutro przyjeżdża drużyna z Bydgoszczy, a ja muszę przygotować jakąś motywacyjną mowę, żeby zespół odrobinę podniósł się na duchu. Ostatni bilans meczowy wynosił bowiem trzy porażki z rzędu i jedną wczorajszą wygraną, co nie rokowało dobrze na jutrzejszy mecz z bydgoskim zespołem, który był aktualnie w pierwszej trójce tabeli. Skra była czwarta. Koło piętnastej zebrałam się do domu, wstępując po drodze do pizzerii. Zamówiłam małą pizzę na wynos,  którą dość sprawna ekipa przygotowała w 10 minut. W domu najadłam się za trzech, obejrzałam jakiś denny program w telewizji i wzięłam się za układanie planu jutrzejszego „dnia motywacyjnego”. Gdy skończyłam, było już w pół do ósmej, a na zewnątrz zapalały się latarnie. Ciekawe jak Cupković radzi sobie na spotkaniu z Jeleną. W duchu trzymałam za niego kciuki i miałam nadzieję, że zakochani wszystko sobie wyjaśnią. Zwinięta na kanapie przez resztę wieczoru czytałam książkę, którą skończyłam wpół do pierwszej w nocy. Jeżeli tak dalej pójdzie, będę musiała się za kilka tygodni wybrać do Łodzi w celu kupna kolejnych kilkunastu książek.
Rano zbudził mnie śpiew ptaków i wesołe promienie słońca świecące prosto w twarz.- miło by było zacząć tak dzień. A gdzie, guzik! Było zimno, praktycznie ciemno od burzowych chmur, które spowijały ponure niebo, a krople deszczu w jednostajnym, przygnębiającym rytmie bębniły o szyby. Obudziłam się w nijakim nastroju i przygotowując się do wyjścia zdałam sobie sprawę, że nie mam parasolki. Klnąc na wszystkie świętości i brak własnej zapobiegawczości wyjęłam z szafy jasnofioletowy płaszcz przeciwdeszczowy i opuściłam moją kochaną, ciepłą przystań na rzecz burej kałuży, w której wylądowałam zaraz po wyjściu na otwartą przestrzeń. Po dotarciu na miejsce wyglądałam jak zmokła kura, z mojej torby i ubrania praktycznie lała się woda. Odpuściłam sobie poranny trening chłopaków na rzecz ciepłego łóżka, jak kazał mi poprzedniego dnia Nawrocki i nic dobrego z tego nie wynikło, bo nie dość, że było mi zimno jak jasna cholera, to musiałam się spieszyć do sali konferencyjnej, w której odbywało się przedmeczowe zebranie.  W swoim gabinecie zostawiłam kurtkę i torbę do wyschnięcia, a z tej ostatniej wyjęłam tylko notatnik z powtykanymi luzem kartkami, które na całe szczęście nie zmokły. Ten zeszyt był całym moim życiem i chyba nie dałabym sobie rady bez niego. Powinnam go kiedyś posklejać, bo ostatnio coraz częściej się rozpadał. Pędząc z opuszczoną głową w stronę wyznaczonego pokoju zderzyłam się z czyjąś masywną sylwetką. Wszystkie możliwe notatki rozsypały się po całym korytarzu. Nie podnosząc nawet wzroku na winowajcę całej sytuacji uklęknęłam szybko i zaczęłam wszystko zbierać. Osobnik zrobił to samo i pomógł mi układać kartki.
- Przepraszam najmocniej, naprawdę… Zupełnie pani nie zauważyłem- tłumaczył się przyjemnym barytonem, który wydawał mi się dziwnie znajomy, podając mi przy tym plik zebranych już kartek.
- Nie ma sprawy, to ja biegłam jak głupia nie patrząc przed siebie- odparłam, wreszcie podnosząc głowę i zabierając od niego zgubę. Kiedy nasze oczy się spotkały, dosłownie wbiło mnie w ziemię. Jakim prawem on znajdował się tutaj? Chłopak również otworzył usta w niemym zdziwieniu
- Gabriela?- wydusił wreszcie, patrząc na mnie patrząc w moją twarz niczym sroka w gnat. Albo jak Wrona na Kruka, jak zwykliśmy kiedyś żartować. Chyba odpłynął mi z twarzy cały koloryt, a oczy zwiększyły się do wielkości spodków kosmicznych.
- Cześć Andrzej- wydukałam, podnosząc się gwałtownie- Wiesz, ja muszę już lecieć, mam ważną sprawę do zrobienia… Na razie!- bąknęłam na odchodne i czym prędzej dałam nogę.
- Gaba, czekaj!- krzyknął za mną, ale niczym struś pędziwiatr zniknęłam za zakrętem.
________________________________________________
Witajcie! Na wstępie chciałabym Was OGROMNIE przeprosić za to, że nie wyrabiam się z czytaniem Waszych prac. Mimo tego, że jest weekend, to ja mam zapierdziel na całego, jak nie wolontariat, czy praca charytatywna to dochodzą lekcje i mnóstwo nauki, bo trzeba wszystko popoprawiać. Postaram wyrobić się jak najszybciej w Waszych blogach i poinformować o tym rozdziale. Pierwsze osoby powiadomię na GG, bo tak mi jest po prostu łatwiej. I mam nadzieję, że czujecie ten zwrot akcji? :) A jeżeli się Wam nie podoba to spokojnie, niedługo wszystko się pozmienia.
Jeszcze raz wielkie PRZEPRASZAM za to, że tak Was zaniedbuję. Mam nadzieję, że mi wybaczycie :)
Buziaki i do następnego! :)